Na Ko Phi Phi byliśmy 16 listopada przed południem. Odpaliliśmy na telefonie mapy i prosto z portu ruszyliśmy w poszukiwaniu naszego hotelu. Rezerwację zrobiła Sylwia, jeszcze w Ao Nang, tak jak poprzednio przez booking.com. Okazało się, że nasz hotel nie jest w najbliższym sąsiedztwie centrum. Ba, nawet nie słyszał o centrum. Był tak daleko, że idąc czułem jak mi para wydostaje się uszami. Ale wisienka na torcie dopiero na nas czekała. Nie wiem jak to Sylwia mogła przeoczyć w opisie hotelu, ale znajdował się on na samym szczycie góry, a droga do niego była tylko z buta. No to pięknie, pomyślałem sobie. Spojrzałem wymownie na Sylwię i … odpuściłem. Było jej naprawdę głupio a przy tym miałem wrażenie że zaraz wypluje płuca. OK, jesteśmy przecież na wakacjach. Zebraliśmy się w sobie i naprzód pod górę. Gdy dotarliśmy na miejsce, pani w recepcji zapytała, skąd jesteśmy. Niestety jej ciekawość została zaspokojona dopiero po kilku minutach gdy złapaliśmy oddech. Nie wiem jak mi się to udało, że mimo braku komunikacji słownej, dałem radę zamówić zimnego browarka który dosłownie po kilku sekundach od podania minął moją dwunastnicę. Uwielbiam przytulne hoteliki na górce 🙁 (szczególnie na pocztówkach). Ogólnie Ko Phi Phi mocno przereklamowane i skomercjalizowane. Totalnie nie moja bajka. No chyba, że ktoś lubi klimaty z Międzyzdrojów w szczycie sezonu gdzie jeden ociera się o drugiego, a żeby znaleźć trochę miejsca na plaży najlepiej wciągnąć brzuch i poprosić o to samo sąsiada. Porażka. Pokój mieliśmy zarezerwowany i opłacony na dwie noce, więc jakoś do soboty rano trzeba było przetrwać. Nie wchodziło w ogóle w rachubę siedzenia na głównej wyspie. Dostałbym na głowę już po godzinie. Zeszliśmy z Sylwią ponownie do centrum (tym razem na pusto bez plecaków), żeby na spokojnie w knajpce zastanowić się co dalej. Mieliśmy do zagospodarowania, jeden cały dzień, piątek 17 listopada.

Decyzja zapadła. Zorganizowaliśmy sobie na piątek całodniową wyprawę po okolicznych wyspach. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie trzeba siedzieć w tym tłumie na wyspie i kolejne 7 miejsc wartych zobaczenia i poznania.

 

 


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *